Zamieszcm kopie mojego postu umieszczonego na liscie dyskusyjnej
Globtroterow :)))
No juz dosc tych ponaglen - wreszcie to spisalem. To jak Jasin? Kiedy
jedziemy do Boliwii i Peru?
Malin
================
Witam serdecznie. Tak jak obiecalem skladam relacje z mojej wlasnie
zakonczonej wyprawy Meksyk+Gwatemala+Bezlize
Pozdroz rozpoczalem 25 sierpnia o godz 5 rano. Najpierw busem ze Szczecina
na lotnisko Berlin Tegel. Stamtad o godz 11:00 lot do Londynu na lotnisko
Heathrow (lecialem liniami British Airways). I tutaj zaczely sie pierwsze
problemy. Samolot z Berlina mial opoznienie i po wyladowaniu na lotnisku w
Londynie musiano zabrac czesc pasazerow (w tym wlasnie mnie i zone)
specjalnym ekspresowym autobusem laczacym terminale. Kto wie jak wyglada
lotnisko Heathrow, to wie o czym mowie.
No ale zdazylismy. Lot do Meksyku najwiekszym samolotym (B 747/400) trwal
11,5 godziny. Lecielismy najpierw nad Islandia, potem nad grenlandia, potem
wlecielismy nad Labrador, nad wielkimi jeziorami, nad Nowym Jorkiem, potem
nad Floryda i wreszcie wlecielimy nad zatoke Meksykanska, a z tamtad juz dwa
rzuty beretem.
Po wuladowaniu w Mexico City okazalo sie, ze jeden z naszych plecakow
zaginal :(((
W sumie zagubiono 10-15 bagazy z tego lotu. W sumie na ponad 500 osob
lecacych tym samolotem to i tak niewiele. British Airways pozowlilo mi kupic
ubrania na ich koszt za kwote 120 dolarow, co skrzetnie wykorzystalem :)))
trzy dniu pozniej dowiezli plecak do domu, w ktorym mieszkalem. A mieszkalem
pierwsze 4 dni u znajomego Meksykanina na obrzezach miasta.
Miasto? Hmmm moloch. Najwieksze miasto na Swiecie. Razem z przylegajacymi
osiedlami ponad 26 milionow mieszkancow. Do centrum (a wlasciwie jednego z
centrum, bo tych centr jest kilka hehe) jechalismy samochodem ponad godzine.
Miasto brzydkie i nic ciekawego o nim nie moge powiedziec.
Nastepnego dnia pojechalismy do Teotihuakanu. Dwie piramidy Slonca i
Ksiezyca robia naprawde wrazenie. I jeszcze ta przepiekna aleja umarlych.
Cos niesamowitego ....
Warto nadmienic, ze akurat wtedy w Meskyku trwala pora deszczowa i nie bylo
az tak goraco, co ulatwilo zwiedzanie. POra deszczowa polega tam na tym, ze
co dizennie okolo 17-19 zaczyna padac deszcz (cieply deszcz - nie to co u
nas) i pada przez noc, po czym rano jest bezchmurne niewbo i pierwsze
chmurki pojawiaja sie okolo 11 rano. Tak wiec idealna pora na zwiedzanie !!
Nastepnego dnia pojechalismy na poludnie od miasta do osady Malinalco. Na
szczycie gory jest zbudowane starozytne miasto (chyba Mistekow, ale glowy
dac nie moge) wykute w skale - cos jak Patra w Jordanii.
TRudno porownac hmm moze troszke podobne do Machu Pikchu (przepraszam za
bledy w pisowni nazwy), tyle ze mniejsze.
Nastepnego dnia juz sami bez towarzystwa Meksykanina pojechalismy do
El-Tahin. Najpierw autobusem z terminala polnocnego liniami "Estrella
Blanca" do Poza Rica (5 godzin jazdy) a potem miejscowym autobusem II klasy
do ruin El-Tahin (30 minut).
To bylo cos fantastycznego !!!
Bardzo malo turystow sie tam kreci, co dodawalo smaczku calemu zwiedzani8
?))
Naprawde polecam to miejsce.
Wrocilismy do mexicio City ta sama droga okolo 23 wieczorem.
I tutaj uwaga. Nie wolno brac taksowek nir autoryzowanych przez Terminal
Autobusowy. To bardzo niebezpieczne. Na dworcu sa dwie kabiny ?na samym
srodku hallu, gdzie sprzedaja bilety na taksowke. Podaje sie adres i placi
sie. Taksowkarz przywolany zabiera czlowieka i odrywa czesc biletu. W ten
sposob chronieni sa tuyrysci przed porwaniami
Nastepnego dnia pojechalismy do dzielnicy ambasad ?ulica Reforma? w celu
uzyskania wiz do Gwatemali i Belize. Trwalo to prawie caly dzien. W
ambasadzie Gwatemali urzednicy byli raczej malo przyjemni i trwalo to
strasznie dlugo. Potrzebne jest zdjecie, paszport, i placi sie 25 dolarow od
osoby.
W ambasadzie belize ne potrzeba zdjecia i cena za wize jest taka sama ? 25
dolarow.
Czwartego dnia rano oposcilismy Mexico City i pojechalismy do miasta Oaxaca.
W sumie miasto jak wiele innych w Meskyku. Wszystkie ulice krzyzuja sie pod
katem prostym. W srodku miasta jest ladne Zocallo. I tutaj mam pierwsza
uwage. Za zadne skarby swiata nie wykupujcie wycieczek do ruin
organizowanych przez biuro podrozy w hotelu Meson del Rey! To zwykli
oszusci. Ja nieststy dalem sie na to nabrac.
Mozecie smialo sami pojsc na dworzec autobusowy 2 klasy i kupic bilet do
Monte alban. To przeurocze miejsce. Starozytni mieszkancy tych terenow
scieli czubek wysokiej gory, zrobili plaskowyz i wybudowali tam wspaniale
miasto. Prawde powiedziwszy nie wiem, jak udalo im sie tego dokonac bez
uzycia kola do transportowania ani zwierzat pociagowych.
Tak jak mowielm w Oaxace zostalem niestety oszukany przez biuro podrozy i
zamiast zobaczyc kilka miejsc (a jest tam jeszcze kilka naprawde wartych
zobaczenia miejsc) zobaczylem tylko to jedno wzgorze Monte Alban.
Tego samego dnia po powrocie w Monte alban wsiedlismy z zona do autobusu
jadacego do Villahermosy. Autobus wystartowal o godz 19:00 i na jadac [przez
gory (najpierw w kierunki Oceanu Spokojnego a potem w kierunku Zatoki
Meksykanskiej) do Villahermosy dotarlismy o godz 8 rano. Zamieszkalsmy w
hotelu madan. Bardzo ladny hotel ? goraco polecam. Po malej drzemce i
kapieli pojechalismy do pobliskiego muzeum La Venta. Koniecznie musicie
zabrac silne srodki przeciw komarom ? bo tna niemilosciernie.Jest to cos na
ksztalt parku zieleni, w ktorym wzdluz alejek poustawiane sa wykopaliska
Olmeckie. Najpiekniejsze sa oczywiscie wielkie bazaltowe glowy Olmekow. To
koniecznie trzeba zobaczyc. Obok w drugiej czesci parku jest zoo, do ktorego
oczywiscie tez warto zajrzec.
Przenocowalismy w hotelu Madan i z samego rana wyruszylismy autobusem ADO do
Palenque. Hh jak tam bylo goraco. Na dodatek wilgotnosc powietrz byla bardzo
wysoka ? jak to w dzungli. Ale prawdziwy ukrop i wilgotnosc daly nam sie we
znaki dopiero w Belize ? ale o tym pozniej.
Tak wiec po 3 godzinach jazdy autobusem dotarlismy do miasta Palenque.
Wsiedlismy tradycyjne w taksowke i dojechalismy do hotelu Case Da Pacal. Ale
nie polecam go.
klimatyzacja byla straszne halasliwa :( a po wylaczeniu jej
nie dalo sie spac w nocy - tak bylo goraco.
Pierwszego dnia zrobilismy sobie dzien odpoczynku w alenque. Miasteczko jest
urocze :) warto je sobie przespacerowac. Kupilismy w tym dniu wycieczke
obajazdowa do Bonompak i Yatzchilan (oddalone o 3 godziny jazdy samochodem ?
ale o tym pozniej) oraz przejazd z Palenque do Flores w Gwatemali.
No ale nastepnego dnia pojechalismy mikrobusem do ruin Palenque. Postoj
mikrobusow (taxi colectivos) znajduje sie w samym centrum miasteczka
Palenque ? obok Pizzeri. Przejazd kosztowal bardzo tanio. Polecam wizyte w
ruinach Palenque z samego rana, gdy unosza sie jeszcze mgly poranne i dodaje
to dodatkowego smaczku. A same ruiny sa przeeeeeeeesliczne. Ziwedzana na
ladnych kilka godzin. Po prostu suuuuper :)
Wrocilismy z ruin okolo 14:00 i po raz pierwszy spotkalismy Polaka hehe. Tak
na ulicy w Palenque uslyszal nas chlopak z Poznania, ktory przyjechal do
Meksyku sam z namotem. To sie nazywa odwaga. Ja bym sie bal spac w namocie,
gdy na zewnatrz biegaja jadowite jaszczurki, zmije i skorpiony hehehe. No
ale widocznei ten czlowiek byl weteranem.
Umowilismy sie w knajpie aby wypic kilka kolejek Tequili i opowiedziec
dotychczasowe przezycia z Meksyku.
Na drugi dzien o 6 rano podjechal pod nasz hotel samochow firmy przewozowej
i zabral nas i kilku innych ludzi na wycieczke do Bonompak i Yatzchilan. W
drodze do Bonomkap zjedlismy sniadane (wliczone w koszt wycieczki) i
nastepnie dojechalismy do Bonompak. Tutaj nie bylo za wiele zwiedzanaia. PO
godzinie wsiedlismy znowu do samochodu i dojechalismy do przejscia
granicznego we Frontiera Corozal. To malutkie miasteczko z mala przystrania
lodzi motorowych (a raczej czolna z dachem krytum strzecha z silnikiem
motorowym). Na lodz taka wsiada 10 osob. Plynelismy w dol rzeki jakies 30-40
minut i wreszcie doplynelismy do starozytnego (niedawno odkrytego) miasta
Majow ? Yatzchilan. Ahhh to bylo cos dla koneserow :))))
Sam srodek dzungli ? jedyna droga to lodziom przez rzeke. Tam po raz
pierwszy zobaczylismy na drezwach dziko zyjace malpy oraz tukany.
PO dwoch godzinach zwiedzania waskimi sciezkami w samym srodku dzungli
wrocilismy nad rzeke, gdzie czekala na nas juz nasz lodz. Musze dodac, ze
zwiedzanie Yatzchilan bylo zupelnie inne niz inne ruiny. Tam nie bylo prawie
zadnych drogowskazow. Gdyby nie przewodnik Pascal, to nie wiedzielibysmy
nawet, ze 2 kilometry w glab dziungli sa najwyzej polozone budowle.
No ale pora bylo wraca. Najpierw lodzia 40 minut do Frontiera Corozal, a
potem samochodem 3 godziny do Palenque. Zaskocxyla mnie ilosc wojska
kontrolujacego kazde skrzyzowanie drog. Podobno caly czas w dzungli siedza
partyzanci pod wodza Comendante Marcosa :)
Stad tez wzmozona czujnosc wojska w tym regionie.
Wrocilismy do Palenque okolo godz 7 wieczorem.
Nastepnego dnia o 6 rano ten sam kierowca przyjechal po nas do hotelu, by
zabrac nas juz z calym bagazem do Frontiera Corozal w drodze do Gwatemali.
Podobnie jak poprzednio w polowie drogi zjedlismy sniadanie. Nastepnie
dotarlismy do Frontiera Corozal i wsiedlismy na lodz ? tym razem plynaca w
gore rzeki. Plynelismy okolo 40 minut i wreszcie naszym oczom ukazala sie
malutka wioska Bethel. Tutaj wysiedlismy (oprocz nas lodzia ta plynely dwie
Szwajcarki oraz Meksykanin, a o Szwajcarkach zaraz powiem cos ciekawego
hehe). PO wyjsci z lodzi weszlismy do wioski i dotarlismy do posterunku
granicznego. Wbli nam pieczatki do paszportow, sprawdzili wizy i juz
moglismy jechac dalej, a raczej moglibysmy, gdyny autobu na nas poczekal...
ale niestety nie poczekal. Tak wiec po raz drugi zostalem wyrolowany... Rece
mi padly. Srodek dzungli, a my musimy nocowac w Bethel . Na szczescie
okazalo sie, ze za godzine ma przyjechac autobus miejscowy, ktory zabiera
dzieci do szkoly hehe. A autobus byl chyba szostej klasy. Bagaze poszly na
dach i my do srodka. Zaduch i skwar jak w szklarni
... wiecej »